Producenci rolni co roku borykają się z nowymi wyzwaniami jakie stawia przed nimi zmienna pogoda. W tym roku mieli do czynienia z brakiem zimy oraz bardzo wczesną suszą, która się pogłębiała. Gdy nadeszły opady, okazały się dla wielu lokalizacji zbyt obfite. Taki przebieg pogody w trakcie sezonu 2020, miał bezpośrednie przełożenie na wzrost i plonowanie ziemniaków. Jak co roku, dużo zależało od wykorzystanej strategii ochrony, odpowiedniego doboru środków i terminów i sposobów ich aplikacji. O podsumowanie tego minionego sezonu 2020 poprosiliśmy dr hab. Katarzynę Rębarz z Syngenta Polska.

– Czy brak zimy i wczesna wiosna miała swoje konsekwencje w uprawie ziemniaka pod kątem presji chorób i szkodników?

Katarzyna Rębarz: Zdecydowanie tak. Brak zimy spowodował lepsze przezimowanie szkodników, szczególnie stonki ziemniaczanej i mszyc. Brak wymarznięcia bulw ziemniaków nastręczał również wielu problemów w uprawach następczych jak zboża, kukurydza, bobowate oraz był dużą bazą do rozprzestrzeniania się zarazy ziemniaka.

dr katarzyna Rębarz
Dr hab. Katarzyna Rębarz jest częstym uczestnikiem spotkań i szkoleń dla producentów ziemniaka

– Jaką w związku z tym należało przyjąć optymalną strategię ochrony przed chorobami i szkodnikami?

K. R.: Niezależnie – czy wczesne ziemniaki czy późne – decyzje o rozpoczęciu ochrony, w pierwszej kolejności przed zarazą ziemniaka, należy podejmować, gdy ziemniaki zwierają się w rzędach lub jak na plantacjach sąsiednich widać już oznaki zarazy ziemniaki. Można również opierać się na systemach sygnalizacji o wystąpieniu zagrożenia. W tym roku na wielu plantacjach, jako pierwsza, wysoko na łodygach, pojawiła się forma zarazy łodygowej. Świadczy to o tym, że w posadzonych bulwach znajdowała się utajona forma zarazy, która w warunkach sprzyjających dla rozwoju szybko ujawniła się na plantacjach.

Rok 2020 był zdecydowanie rokiem zarazy ziemniaka. Na wielu plantacjach było widać błędy popełniane przez rolników, tzw. oszczędne programy ochrony, czyli rozpoczynanie od produktów kontaktowych, które w momencie, kiedy ziemniaki jeszcze rosły i miały duże dzienne przyrosty masy zielonej, i gdy było dużo opadów deszczu i ciepło, nie chroniły ziemniaków w wystarczającym stopniu.

Takie podejście do ochrony ziemniaków spowodowało, że plantacje u wielu rolników były zniszczone przez zarazę już 11 lipca. Prawidłową ochronę ziemniaków powinno się (zawsze!!!) rozpoczynać produktami systemicznymi, aby w maksymalnym stopniu ograniczyć zagrożenie pochodzące z bulw związane z utajaną formą zarazy ziemniaka. Następnie ochronę należy kontynuować preparatami wgłębnymi. Dopiero, gdy zagrożenie słabnie, czyli ziemniaki już mają uformowaną część nadziemną i nie ma pogody sprzyjającej występowaniu i rozwojowi zarazy ziemniaka wchodzimy z produktami kontaktowymi.

Z zarazą ziemniaka walczymy w pierwszej kolejności i zazwyczaj wtedy, kiedy jeszcze jej nie widać na roślinach. Jeśli wpuścimy zarazę na nasze pole, a pogoda sprzyja jej rozwojowi, to wówczas jest to już przysłowiowa „walka z wiatrakami” i stosujemy zdecydowanie więcej fungicydów, niż jak byśmy prowadzili racjonalną ochronę ziemniaków od początku.

W drugiej kolejności chronimy przed alternariozą ziemniaka. Najczęściej program rozpoczynamy 8 tygodni po wschodach ziemniaków, czyli zazwyczaj przypada to na połowę lub koniec czerwca. Intensywnie chronimy przed alternariozą w lipcu i sierpniu, gdy nadchodzi zagrożenie ze strony Alernaria solani.

ziemniak
Moment łączenia się rzędów jest kluczy do rozpoczęcia intensywnych zabiegów ochrony w uprawie ziemniaków

Pełna ochrona ziemniaków, zarówno przeciwko zarazie jak i alternariozie ziemniaka, jest drogą do uzyskania zdrowego i o wysokiej jakości surowca.

– Czy fala niskich temperatur jak przeszła przez nasz kraj w połowie maja a nawet trzeciej dekadzie tego miesiąca, przyczyniła się do wzrostu zagrożenia ze strony chorób?

K. R.: Przymrozki w niektórych regionach kraju zamieniły się w regularne mrozy i w tych przypadkach osłabiły rośliny ziemniaków, które potrzebowały czasu, aby się zregenerować. Szczególnie niekorzystne zjawisko było dla ziemniaków odmian wczesnych oraz uprawianych na wczesny zbiór. Niektórzy myśleli, że pryskając ziemniaki przed zapowiadanymi przymrozkami zalecanymi przez niektórych „cud produktami” ochronią je lub zniwelują siłę mrozu. Niestety pryskając tymi produktami jeszcze bardziej je dobili. Na szczęście przyszły następnie opady deszczu i ciepło, a ziemniaki mają duży potencjał do regeneracji i szybko, oczywiście te najmniej uszkodzone, powróciły do życia.

– Wspomnijmy jeszcze o alternariozie. Obie formy, zarówno A. aternata oraz A. solani są bardzo groźne dla ziemniaka, która z nich zebrała największe żniwo i jakie rozwiązania ochrony przyniosły najlepsze efekty?

K. R.: Otóż nie do końca się z tym zgodzę, że oba patogeny są groźne dla ziemniaków. Od wielu lat okazuje się, że Alternaria alternata, która występuje przez cały sezon wegetacyjny ziemniaków ma niewielki lub nikły wpływ na ziemniaki. Największym zagrożeniem jest Alternaria solani, która występuje zazwyczaj w lipcu. W 2020 roku masowo pojawiła się dopiero w sierpniu – miesiącu, gdzie większość rolników myśli tylko o ochronie przeciwko zarazie ziemniaka, a nie alternariozie i to okazała się poważnym błędem. Późne porażenie roślin przez Alternaria solani może mieć również swoje skutki, które widoczne są w pogorszeniu jakości bulw (twarde wklęsłe zagłębienia na powierzchni bulw, w środku brunatny miąższ wyraźnie oddzielony od części zdrowej bulwy). Takie bulwy wizualnie są nieładne (bezpośrednia konsumpcja) oraz są niepożądane w procesie przetwarzania.

– Duża ilość opadów podczas zbiorów ziemniaków na cele przechowalnicze może wpłynąć na porażenie patogenami chorobotwórczymi w przechowalni. Co rolnicy powinni zrobić aby ustrzec się przed tym problemem?

K. R.: Teraz, w listopadzie, to już tylko właściwe przechowywanie pozostało, czyli ciągły monitoring, czy coś się nie dzieje złego w przechowalni (czy woda nie płynie w kanałach), odpowiednie wentylowanie i utrzymanie temperatury dla danego kierunku użytkowania. Natomiast, czy bulwy będą się dobrze przechowywać, czy źle, to zależy od wielu czynników poprzedzających załadunek bulw do przechowalni.

  • Po pierwsze na jakość przechowywania bulw ma wpływ materiał sadzeniakowy użyty na plantacji, który powinien być wolny szczególnie od: suchej zgnilizny bulw, mokrej zgnilizny bulw, która powoduje czarną nóżkę oraz bez zarazy ziemniaka. Dobrze by było, gdyby nie było także innych chorób, jak parch srebrzysty, czy rizoktonioza ziemniaka.
  • Następnie właściwa pielęgnacja plantacji ziemniaków, czyli między innymi prawidłowa ochrona przez zarazą i alternariozą ziemniaka.
  • I jeszcze wszystko można popsuć podczas zbioru bulw. Kopanie przy zbyt niskich lub zbyt wysokich temperaturach, a przez to możliwość większych obić i uszkodzeń mechanicznych (możliwość porażenia w tym czasie przez Fusarium, Pythium, Pectobacterium, Dickya spp., Phytophthora infestans). Gorsze przechowywanie, to również kopanie ziemniaków w glebach nadmiernie uwodnionych – problemy z osuszaniem bulw, pootwierane przetchlinki, przez które patogeny łatwo dostają się do wnętrza.

Jak widać najważniejszym czynnikiem decydującym o powodzeniu przechowywania jest załadowanie bulw zdrowych, ponieważ przechowalnia, to nie szpital i bulw już tutaj się nie wyleczy.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz Wieczorek