Na Kujawach od wielu tygodni utrzymuje się deficyt opadów, który w praktyce wymusza prowadzenie nawadniania niemal od początku wegetacji. Dotyczy to zarówno upraw z siewu, jak i z rozsady. W takich warunkach szczególnego znaczenia nabiera prawidłowe stosowanie herbicydów doglebowych, których skuteczność jest ściśle uzależniona od wilgotności gleby.
Herbicydy doglebowe
Preparaty takie jak Stomp, Racer czy Command działają w oparciu o obecność wilgoci w wierzchniej warstwie gleby. To właśnie ona umożliwia rozpuszczenie substancji czynnej i jej przemieszczenie do strefy kiełkowania chwastów, gdzie tworzy się bariera ograniczająca ich wschody. Nawet niewielkie przesuszenie powierzchni gleby znacząco obniża skuteczność zabiegu, ponieważ herbicyd pozostaje nieaktywny i nie spełnia swojej funkcji.
W standardowych warunkach agrotechnicznych zabieg wykonuje się bezpośrednio po siewie, na wilgotną glebę. Jednak przy utrzymującej się suszy taka strategia często okazuje się nieskuteczna. W praktyce oznacza to konieczność zmiany kolejności działań i dostosowania technologii do aktualnych warunków polowych. Jeżeli gleba jest przesuszona, pierwszym krokiem powinno być jej nawodnienie, a dopiero następnie wykonanie oprysku. Oczekiwanie na naturalne opady w wielu przypadkach prowadzi do nadmiernego opóźnienia zabiegu, co może skutkować nierównomiernym działaniem herbicydu lub koniecznością rezygnacji z jego zastosowania.
Czas zabiegu, czy opóźniać?
Istotnym zagadnieniem pozostaje czas, jaki może upłynąć od momentu siewu do wykonania zabiegu. W warunkach obniżonych temperatur i spowolnionego kiełkowania możliwe jest pewne wydłużenie tego okresu, ponieważ nasiona dłużej pozostają w stanie spoczynku. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że rozpoczęcie kiełkowania wyznacza graniczny moment dla stosowania herbicydów doglebowych. Wraz z pojawieniem się pierwszych oznak wschodów rośnie ryzyko uszkodzenia roślin uprawnych oraz spada efektywność działania preparatu.
Nawadnianie interwencyjne po siewie
W praktyce polowej coraz częściej stosuje się nawadnianie interwencyjne, które ma na celu stworzenie minimalnych warunków do aktywacji herbicydu. Dawka rzędu 12–15 litrów wody na metr kwadratowy pozwala na uwilgotnienie warstwy powierzchniowej gleby w stopniu wystarczającym do zainicjowania działania substancji czynnej. W przeliczeniu na hektar oznacza to konieczność dostarczenia około 120 000 litrów wody, co dobrze obrazuje skalę potrzeb i jednocześnie wyjaśnia, dlaczego zwiększanie ilości cieczy roboczej podczas oprysku nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Nawet kilkukrotne podniesienie ilości wody używanej do zabiegu nie jest w stanie zastąpić właściwego nawodnienia gleby.
Z punktu widzenia organizacji prac kluczowe znaczenie ma sposób prowadzenia nawadniania i wykonywania zabiegów. W warunkach ograniczonych zasobów wody oraz wysokich temperatur bardziej efektywne jest działanie etapowe, polegające na nawadnianiu fragmentów plantacji i natychmiastowym wykonywaniu oprysku na świeżo uwilgotnionej glebie. Pozwala to maksymalnie wykorzystać dostępne zasoby wody i ograniczyć straty wilgoci wynikające z parowania.
Trudny start sezonu dla warzyw polowych
Utrzymująca się susza wpływa nie tylko na skuteczność herbicydów, ale również na dynamikę wschodów roślin uprawnych i chwastów. Nierównomierne kiełkowanie oraz osłabione przyjmowanie się rozsady zwiększają konkurencyjność chwastów, co dodatkowo komplikuje ochronę plantacji. W takich warunkach precyzyjne dostosowanie terminu zabiegu oraz właściwe zarządzanie wilgotnością gleby stają się kluczowymi elementami technologii uprawy.
Obecny sezon pokazuje wyraźnie, że skuteczność ochrony herbicydowej zależy nie tylko od doboru preparatu, lecz przede wszystkim od warunków jego aplikacji. W realiach długotrwałej suszy podstawowym czynnikiem decydującym o powodzeniu zabiegu jest dostępność wody w glebie, a tym samym umiejętne połączenie nawadniania z terminowym wykonaniem oprysku.










